klara41: 2010:09:01 19:47:59

dodane: 2010-09-01 19:36:25 ostatnia zmiana: 2010-09-01 22:38:33
Pogoda kiepska,trochę mokro.Przynajmniej dzieciakom nie było przykro iść do szkoły.Dzień krótki,mokry,melancholijny .Znowu w głowie kłębowisko myśli.
   A wszystko dlatego,że człowiek nie może zrozumieć drugiego człowieka.Wiem,że każdy z nas jest inny.Ale pewne zachowania mamy jednakowe.........No tak, lecz nie wszyscy.Nie mogę zrozumieć,dlaczego tych których określamy jako indywidualiści ,denerwują  sprawy ,które dla Tych "mniej indywidualnych "są takie naturalne.Np. że pomagamy ,bo chcemy ,bo martwimy się, bo kochamy,bo jesteśmy troskliwi i czuli.Bo chcemy wyrażać swoje uczucia ,bo to żaden wstyd.Chcemy być kochani przez bliskich ,bo to jest takie naturalne.....A Ci indywidualni,wkurzają się.Robią się nerwowi i zaczynają gryźć ,nie boleśnie bo to dopiero w zasadzie ledwo szczypanie ,ale nas już to boli,bo......za, co to??? Za to ,co dla Nas jest naturalne?

możliwość komentowania wpisów została wyłączona

klara41: 2010:08:31 15:26:20

dodane: 2010-08-31 15:14:46 ostatnia zmiana: 2010-08-31 15:14:51
Czasami wydaje nam się, że mieszka w nas dwóch różnych ludzi. Jeden, który wszystko doskonale czyni i tego człowieka prezentujemy światu. Jest też i ten drugi, którego się wstydzimy, i tego ukrywamy. W każdym człowieku istnieje coś takiego jak wewnętrzny dysonans i niespójność. Każdy chciałby być dobry, a jedynie dokonuje czynów, których sam często nie rozumie.
Dlaczego tak jest? Dlatego, że człowiek nie jest Bogiem, nie jest też aniołem, ani jakąś nadistotą, a jedynie małym pielgrzymem w długiej, dalekiej drodze swojego życia. Własne słabości czynią go wyrozumiałym i łagodnym w stosunku do innych. Ktoś, kto jest bezkrytyczny wobec samego siebie, będzie twardy i niezdolny wczuć się w innych. Nie będzie umiał nikogo pocieszyć, dodać odwagi i wybaczyć. Szczęście i przyjaźń tkwią tam, gdzie ludzie są wrażliwi, łagodni i delikatni w słowach, i wzajemnie kontaktach.
możliwość komentowania wpisów została wyłączona

klara41: 2010:08:30 23:51:32

dodane: 2010-08-30 23:39:59 ostatnia zmiana: 2010-08-30 23:40:48
Jesień zbliża się wielkimi krokami.Wszystko Ok ,tylko po co te deszcze i to tak obfite.Lubię jesień,nastraja melancholijnie i tonuje moje galopujące myśli.Przykre jest tylko to ,że dni są coraz krótsze.To skutki uboczne jesieni.Hmmm,ale lubię ja i nic na to nie poradzę.
Moja przyjaciółka jest na dobrej drodze do wyzdrowienia.Bardzo mnie to cieszy!
Od 3 tygodni jeździ do Wieliszewa.
W Wieliszewie jest szpital onkologiczny ,Od 1-go Kwietnia,br.NFZ podpisał z klinika w Wieliszewie umowę i od tej pory mogą się tam leczyć ludzie z chorobami nowotworowymi.Wieliszew ,a Ursynów to niebo ,a ziemia .Pięknie wyposażony szpital,czysto i przyjemnie ,miła obsługa personelu średniego DUŻE zainteresowanie pacjentem .Miło grzecznie i kulturalnie.W takich warunkach ,można się leczyć.Wszystkie szpitale w Polsce powinny mieć taką,obsługę medyczna.Tu leczy już samo podejście do pacjenta.Tu można ,gdzie indziej nie???Moja adopcyjna,po pierwszej wizycie w Wieliszewie ,wróciła inna.Z olbrzymim ładunkiem ,energii,z wiarą ,że będzie dobrze.To rozumiem!! Chce się żyć.I my zmieniłyśmy tok swojego zdołowanego myślenia.Jest nadzieja ,że wszystko będzie dobrze.Owszem są uboczne skutki radioterapii ,ale coś za coś.Jesteśmy silniejsze i to jest ważne.Moja adopcyjna na pierwszej wizycie nie czuła się jak zło konieczne.Wyszła z wiarą ,że musi być dobrze,że będzie dobrze.A to już połowa sukcesu.
możliwość komentowania wpisów została wyłączona

klara41: 2010:08:24 13:57:11

dodane: 2010-08-24 13:45:43 ostatnia zmiana: 2010-08-24 13:45:43
Od 9-ej siedziałyśmy pod gabinetem lekarskim!!O13-ej pani pielęgniarka oznajmiła ,że nie ma karty mojej adopcyjnej matki.Szlak mnie trafił.Pani pielęgniarka poprosiła,żebyśmy zeszły do recepcji i zapytały co dzieje się z kartą?!Po czym krzyknęła : -Mam!Przepraszam zawieruszyła się.Później dowiedziałyśmy się,że pacjent ,który rejestruje się pierwszy raz wchodzi do lekarza jako pierwszy.Ale ktoś zapomniał nam powiedzieć!Wizyta była dosyć długa,moja przyjaciółka dostała kolejne skierowanie na badania ,ale już w innym szpitalu.Poszłyśmy za ciosem i ruszyłyśmy zapisać się na owe dodatkowe badanie.Tu nie było tak źle,czas oczekiwania 2 tyg.Ufffffff! Ile trzeba mieć zdrowia,żeby się leczyć .Wracamy do domu ,to tak niedaleko 100km.przejechałyśmy w skupieniu.Każda z nas ma obraz Ursynowskiego Centrum Onkologi przed oczami .To istny HORROR.Jestem przerażona,łeb mi pęka.Wiem,że nie da się każdego pacjenta przytulić i głaskać po głowie.Nie można też nad każdym płakać,ale odrobina człowieczeństwa ,zwykłego człowieczeństwa.Wiem też ,że nie każdy rak to wyrok.Ale pacjent przed dokładnym zbadaniem ,przed postawieniem ostatecznej diagnozy ,to jeden strzępek nerwów.To niepewność ,strach.Minęły 2 tygodnie ,jedziemy na badanie.Czas trwania 4 godziny.Gdy moja przyjaciółka,poddaje się badaniu mnie zaczepia pani z Ciechanowa,która przywiozła tu męża z rakiem płuc.Ona miała mniej szczęścia.Jej mąż zachorował w lutym,na miejsce w szpitalu czekała miesiąc czasu ,na badania i postawienie diagnozy 4 miesiące,ale okazuje się ,że to nie koniec.Każdy lekarz chce dodatkowych badań .Jest w Warszawie 5 raz  i ma nadzieję ,że to już ostatnie badanie i zacznie się leczenie jej męża, bo czas płynie,a jej mąż popada w depresje.Ma uczucie spychania go na straty .Nie dziwię się!
możliwość komentowania wpisów została wyłączona

klara41: 2010:08:19 14:05:37

dodane: 2010-08-19 13:54:13 ostatnia zmiana: 2010-08-19 13:54:18
To już chyba koniec lata i tych strasznych upałów.Właśnie pada deszcz i gdzieś w oddali  słychać pomruki zbliżającej się burzy.Osobiście lubię taką pogodę.
   Wczoraj napisałam ,że Polska nie jest krajem dla ludzi chorych i to jest prawda,
Myślę,że spora grupa ludzi  ,zgodziłaby się ze mną w100% I uwierzcie mi,iż  to ,że jest się lekarzem nie wiele zmienia.Owszem zgodzę się z tym ,że są tacy,  którzy potrafią wykorzystać swój zawód i prawo do korzystania z tego przywileju.Ale nie moja "adopcyjna".Ona jest cierpliwa ,spolegliwa i bardzo pokorna.Wszystko ma u niej jakieś wytłumaczenie .Poniekąd ją rozumiem .Rozpoczyna się potwierdzanie postawionej diagnozy.Dostaje skierowanie do Centrum Onkologi na Ursynowie.Boże!!! Takiego "syfu" jak tam chyba nie ma nigdzie.Znieczulica personelu średniego jest przerażająca,przerażająca jest masa chorych ,cierpiących ,stojących w kilometrowych kolejkach chorych ludzi.Rozpacz !!!.......Widzę przerażenie w oczach córki mojej "matki adopcyjnej".Nie dziwię się ,sama jestem przerażona tym co widzę.Tłumy ludzi w różnym wieku ,stojących w kolejkach do rejestracji .Słyszę głośnie wyrażanie swojego nie zadowolenia przez starszą cierpiącą kobietę ,która krzyczy na swojego dorosłego syna ,żeby wyszedł z tego kilometrowego ogonka ,bo Ona nie będzie się tu leczyła,Za bardzo cierpi ,jest zmęczona  stoi w tej kolejce ,zbywana od rejestracji ,do rejestracji ,Bóg wie od której godziny i z jak daleka przyjechała.My też stoimy w tej kolejce.Czas,jakby stanął w miejscu.Słychać rozmowy miedzy chorymi ,którzy opowiadają sobie ,jak długo się leczą i po ilu są operacjach ,chemiach itp.Słychać też ,jak bardzo są nie zadowoleni i zmęczeni tym czekaniem.Korytarz pęka w szwach od tłumu jaki tam stoi i czeka.Jedni na przyjęcie do lekarza inni na zarejestrowanie ,jeszcze inni przemieszczają się od gabinetu ,do gabinetu.I te panie z recepcji, które na wszystko mają czas i lakonicznie od niechcenia udzielają mało wyczerpujących odpowiedzi .Robię się chora od samego patrzenia na tę masę cierpiących zdenerwowanych ludzi.Wreszcie moja adopcyjna się zarejestrowała!!!
 

możliwość komentowania wpisów została wyłączona

klara41: 2010:08:18 19:10:38

dodane: 2010-08-18 18:59:15 ostatnia zmiana: 2010-08-18 20:10:20
Dziś mój syn skończył 18 lat.Dziwnie się czuję.Ale cóż czas jest nie ubłagany i płynie Mój syn powiedziałby.......no cóż mamo życie.
     Moja przyjaciółka traktuje go jak własnego wnuka.Tak ma swojego krew z krwi ,nie przyszywanego jak mój. Ale jej wnuk jest daleko,wraz ze swoja mamą i tatą mieszka w Szwecji .Może dlatego,z moim synem ma inne relacje.Ale kocha ich obu bardzo.
  Moja przyjaciółka  jest osoba bardzo wyjątkową .(Na pewno każdy tak myśli o swoim przyjacielu ).Ale ja wytłumaczę dlaczego tak uważam.Do niej ludzie lgną jak przysłowiowe muchy do lepu.Dla każdego ma czas ,z każdym porozmawia,każdego wysłucha ,każdemu coś doradzi.
   Tylko o sobie mówi nie wiele......Nie mówi o swoich kłopotach ,troskach,obawach.Zawsze powtarza ,że nie chce nikomu zawracać głowy swoimi problemami ....... No,właśnie. Jakiś czas temu zupełnie przez przypadek dowiedziałam się o jej problemie.Kiedyś zastanawiałam się jak dam sobie radę jak jej zabraknie.Wiem ,nikt nie jest wieczny ,ale taka myśl przeszła przez moją głowę.I tu ta wiadomość: moja najlepsza przyjaciółka,moja "adopcyjna"matka,ma raka!!!!.Koszmar!!!...Wszystkie lata naszej przyjaźni ,wszystkie dobre i złe dni przeleciały przez moja głowę jak tornado.Jak szalejąca trąba powietrzna.Łzy same ciekły po policzkach mimo tego,że powtarzałam sobie,że będzie dobrze,że musi być dobrze.Ona jest lekarzem ,ale nigdy nie ma czasu dla siebie,nigdy nie zwraca uwagi na to co dzieje się z jej zdrowiem ,bo inni są ważniejsi !!!.Dochodzi między nami do rozmowy ,która zamienia się w kłótnie ,bo jej choroba to jej prywatna szuflada.Szlak mnie trafia ,sinieję ze złości .ŻAL MNIE ROZRYWA ,ŻE MOJA  ADOPCYJNA JEST TAKA.................... No właśnie .nic nie mówić nikomu ,bo może ktoś będzie się martwił ,a po co?Czasami udusiłabym ją własnymi rękami!!!Jest zodiakalnym Koziorożcem (może one tak maja?)

 Rozpoczyna się wędrówka po lekarzach ,gabinetach ,szpitalach.POLSKA NIE JEST KRAJEM DLA LUDZI CHORYCH.11Lat temu zmarł mój ojciec na raka płuc.Wtedy były chyba jeszcze kasy chorych ,ale chyba nie było tak źle jak jest teraz .???
możliwość komentowania wpisów została wyłączona

STRACH OBAWA LĘK!!

dodane: 2010-08-17 16:20:50 ostatnia zmiana: 2010-08-18 11:52:03
Przyjaciele są jak ciche anioły, które podnoszą nas, gdy nasze skrzydła zapomniały jak latać




    Wydawało mi się,że usiądę do komputera i to co mam w głowie,piorunem przeleję na Bloga.
 Nic z tego! Nie jest to takie proste.Otworzyło sie okno i pierwsza myśl jaka nasunęła się  to: od czego zacząć? jak to napisać???W głowie totalna pustka!!!Tyle się dzieje  i tyle chciałoby się napisać...Mam popapraną osobowość,różne doświadczenia życiowe i kawałek życia za sobą,ale nie o tym chce napisać...Chcę napisać o przyjaźni.Chyba o prawdziwej przyjaźni. Długooooo letniej pomiędzy  dwoma kobietami z dwóch "różnych światów" , sporą różnicą wieku i różnym doświadczeniem życiowym.
   Poznałyśmy się trzydzieści parę lat temu.Wydawało mi się,że nie będzie chciała ze mną rozmawiać ?Ja wówczas 15 ....może 16 letnia małolata.Ona  37-, może 38- letnia kobieta ,lekarz medycyny.Matka  samotnie wychowująca dwie nie wiele młodsze córki ode mnie.Kobieta po przejściach ,a ja?!Ale zaczęłyśmy ze sobą rozmawiać i ku mojemu zaskoczeniu pierwszy raz ktoś mnie słuchał.Ktoś potraktował mnie poważnie .Zaczęłyśmy się poznawać.Ja dużo mówiłam o sobie ,ona mówiła o sobie tyle ile mogła powiedzieć szesnastolatce.Bardzo ją polubiłam ,z każdym problemem biegła do Niej .Zawsze wysłuchała ,doradziła wyciszyła.Płynęły lata ja dorosłam i któregoś dnia dotarło do mojej świadomości ,ze ta 22-a lata starsza pani stała się bardzo bliska,bardzo oddana ,ciepła, troskliwa .Zaufałam jej bardzo ,powierzałam wszystkie tajemnice i wylewałam łzy kiedy było mi bardzo źle.Przed wyjściem za mąż napisałam do niej list .Myślałam ,że jako mężatka ,osoba dorosła odpowiedzialna ,nie będę potrzebowała przyjaciółki.Ale życie to nie bajka ,teraz potrzebowałam jej jeszcze bardziej.Nigdy nie mogłam liczyć na swoja matkę zawsze byłam dla niej nikim.Moja przyjaciółkę pokochałam jak matkę,wiele jej zawdzięczam.Czasami siedzę i myślę jak ona wytrzymała "ze mną "tyle lat? Charakter mam straszny,przez wiele lat naszej przyjaźni dałam jej "popalić"
     Odstawiałam cyrki o jakich wstyd pisać ,a Ona jak matka cierpliwie to znosiła..Opowiedziałam swojemu mężowi o mojej przyjaźni z Moniką,od jej początku.Zapytał mnie czy jej ufam i czy Ona jego za akceptuje ?Poznałam ich!!!Jak każde młode małżeństwo ,przeszliśmy długą drogę "docierania się".Oboje ganialiśmy do niej użalać się na siebie .Była i jest naszym dobrym duchem.gdy na świat przychodziły nasze dzieci,była z nami.Była z nami gdy chrzciliśmy nasze dzieci ,gdy przyjmowały 1Komunię Świętą.Gdy nasze dzieci chorowały .Była ze mną ,kiedy zmarł mój ojciec.Jest przy nas w dobrych i złych chwilach.







możliwość komentowania wpisów została wyłączona
Blogi
Designed by: http://www.iwebnet.org/
x